|
Zasada pierwsza:
Interesują nas tylko te drgania, które po przetworzeniu zamienimy w muzykę.
Moja przygoda z drganiami zaczęła sie wtedy, kiedy samodzielnie odbudowałem i zacząłem eksploatować najbardziej
chyba drgające źródło przyjemności pozamuzycznej czyli motocykl Harley-Davidson.
Walka z odkręcającymi się śrubami oraz konieczność dorobienia kilku części pozwoliły uwierzyć, że nie ma takiego
metalowego elementu, którego moi przyjaciele mechanicy nie potrafili by wykonać, oraz że nie ma takich drgań które
nie zostaną w końcu wytłumione.
W moich konstrukcjach przyjąłem założenie, że im bardziej oddzielimy żródła drgań od siebie, tym mniej trafi na igłę
gramofonu, lub ostatecznie trafi w tak niewielkim stosunku do sygnału, że ich nie usłyszymy w głośniku.
Biorąc to sobie do serca oddzielam wszystko od wszystkiego - otoczenie od podstawy gramofonu przy pomocy kolców i
kilkuwarstwowych podkładek pod kolce.
Silniki zawieszone elastycznie w osobnym pudełku, napędzają pierwszy układ dynamiczny - cylinder o masie ok 5 kg.
Z niego poprzez paski napęd trafia na 18 kg talerza z mosiądzu.
Talerz ten, to 3 warstwy płyty mosieżnej o grubości 8 mm każda, przedzielone warstewką silikonu i skręcone razem.
Do tak skonstruowanego koła zamachowego wpasowano element łożyska i całość wycentrowano razem z podstawą łożyska tak,
że praktycznie nie ma bicia w żadnej płaszczyźnie.
Na ten kęs metalu poprzez silikonowe półkule położyłem akrylowy talerz o średnicy 320 mm.
Akryl dlatego, że się nie elektryzuje i dlatego, że mi się podobał.
Wcześniej wykonałem drewniane talerze, które jednak nie znalazły uznania żony - najważniejszego cenzora,
oraz nie były idealne osiowo, drewno trudniej się po prostu obrabia.
Idealna koncepcja łożyska jest pokazana na fotografii - idealna, bo prosta i możliwa do wykonania z wystarczającą
dokładnością.
Oczywiście nie da się uzyskać tego ideału bez odpowiednich maszyn i materiału.
Toczenie, szlifowanie, utwardzanie powierzchni i precyzyjne dotarcie całości to zadanie dla dobrego warsztatu
i mechanika z polotem.
Jeżeli nie mamy dostępu do tak elementarnych operacji, należy zakupić gotowca i pod niego projektować resztę.


Zasada druga:
Te wszystkie elementy zestawione w całość to tylko żródło drgań i jednocześnie podstawa
do zamocowania RAMIENIA.
Piszę z dużej litery ponieważ to RAMIĘ da efekt z którego będziemy zadowoleni lub pokaże naszą klęskę.
Ramiona opieram na elastycznych klockach i zapewniam ich podstawom możliwość ruchu we wszystkich kierunkach.
Efekty prawidłowego skalibrowania wkładki i ramienia są porażające.
To co pisze Pan R.Rolof o Kalibracji wkładki gramofonowej w swoich artykułach jest tak inspirujące,
że bez tej wiedzy nawet nie otarł bym się o przyjemność z konstruowania gramofonu DIY.




Zasada trzecia:
Jeżeli zamierzamy zrobić coś niepowtarzalnego to stosujmy wszystko co mamy pod ręką,
silikonowe odboje do drzwi kupione w OBI, czy mosiężne rurki, pręty i blachy w naszej konstrukcji stają się
tłumikami drgań, podstawą windy ramienia czy regulatorem VTA.
Istotne jest czy działają a nie czy w poprzednim wcieleniu były tym czy owym.
Nie podałem recepty ani rysunków, nie daję gwarancji sukcesu.
Jedynie namawiam do działania i do oglądania obrazków i rysunków w witrynach o DIY.
Pomysły i inspiracje przyjdą same...

Dla mnie największą nagrodą po wykonaniu kolejnej konstrukcji nie jest uznanie otoczenia czy możliwość pokazania
nowych obrazków a usłyszenie moich ulubionych nagrań bogatszych o nowe szczegóły i bardziej dynamicznych niż
poprzednio.
Czasami się udaje.
Gramofon pokazany na fotografiach jest dobrą bazą do eksperymentów - jest wyjątkowo stabilny.
Bawcie się dobrze i znajdujcie w tym przyjemność.
I niech każda konstrukcja jawi się nam jak załączony na foto pancerny Transrotor Gravita.
Andrzej Analogowy

WPROWADZENIE |
BUDOWA
|